Raport z rozgrywki w formie opowiadania na podstawie gry CV

Opowiadanie na podstawie wydarzeń mających miejsce w grze przećwiczyłem już na Robinsonie. Tym razem na celownik wziąłem grę, w której na tapecie mamy całe ludzkie życie, więc jest o czym pisać 🙂 Sama gra jest znakomita, o czym możecie przeczytać w recenzji, a teraz zapraszam do raportu z rozgrywki, w którym jednak zamiast suchych danych o kostkach i kartach jest fabuła – dosyć luźna, ale mam nadzieję, że w miarę ciekawie to wyszło 😉 A więc:

Do tej pory nie wiem jak to się stało, że jesteśmy razem. Wyobraźcie sobie dwie zupełne różne osoby: różne cechy charakteru, podejście do pieniędzy, wartości, którymi się kierowaliśmy w życiu i popędy, które kierowały nami. Ja sam byłem kolekcjonerem, wszystko kręciło się wokół zbierania. A co do tego jest potrzebne? Pieniądze. I to całe mnóstwo, bo zbierać znaczki może każdy. Domy, jachty, obrazy już niekoniecznie. Jako dziecko zacząłem od roweru, a swoje drobniaki wyłudzone od rodziców wrzucałem do świnki skarbonki. Ona z kolei była działaczem: kontakty z ludźmi i zdrowy tryb życia to rzeczy, które dawały jej energię i satysfakcję. Zdarzyło jej począteksię pójść na wagary, ale to ja ją do tego namówiłem – w końcu byłem jej pierwszą miłością. Już wtedy miała ubezpieczenie na życie: nie żeby była nierozsądna czy gapowata, ale od zawsze prześladował ją pech, jakby każdy dzień był trzynastym miesiąca. Różniło nas wszystko, a jednak skończyliśmy razem – pomimo tego, czy może dzięki temu? Ale po kolei…

Lata młodości nie były dla mnie najszczęśliwsze, nie interesowało mnie wiele więcej, niż clubbing, na który szło się z jedną dziewczyną, a wracało z niego z dwoma innymi. Ona w tym czasie korzystała z dobrodziejstw e-learningu przygotowując się w ten sposób na…

studia. Jej pierwsza miłość okazała się pechowa, ale przynajmniej dała jej motywacyjnego kopa, dzięki któremu egzaminy wstępne były formalnością. Ja w tym czasie obrałem zupełnie inny – oczywiście – kierunek. Znajomości zaprowadzą nas wszędzie, tak więc moją pierwszą pracą była… praca w korporacji taty. Przynosiła mi ona sporo pieniędzy, jednak miała ona swoje minusy zarówno w domu, jak i wśród pracowników, którzy nie kryli się z niechęcią do synka prezesa. Na szczęście był to model work and travel, nie musiałem więc dzień w dzień słuchać ich narzekań o wszechobecnej niesprawiedliwości.

Miałem wtedy kasę, zdrowie, znajomości. Swoją pierwszą wypłatę wydałem na skuter, a do reszty dorzuciłem uzbierane w dzieciństwie monety ze świnki skarbonki i stałem się dumnym posiadaczem kolekcji planszówek – dziecko we mnie nie posiadało się z radości! Kiedy ja jeździłem do znajomych z grami, ona na studiach poznała faceta z którym szczęśliwy związek szybko przerodził się w małżeństwo.

pierwsze zakupy małżeństwo

Ja w tym okresie swojego życia również byłem szczęśliwy, a przypadek rodem z komedii romantycznej sprawił, że spotkaliśmy się ponownie – znajomi ze studiów, tylko że nie moich, a jej, organizowali imprezę, a tam była ona. Dowiedziałem się, że jeszcze na studiach została stażystką, co zapewniło jej niewielki, ale stały dochód i nowe znajomości. Co prawda czasami ciężko było pogodzić pracę z uczelnią, co wiązało się czasem z wagarami, ale było warto – miała szczęście i była szczęśliwa. Do tego zaczęła do pracy i na uczelnię biegać – czyli coś tak oczywiste w kontekście jej osoby i tak odmienne od mojej.

No właśnie – kiedy ona biegała, ja zamieniłem skuter na używany samochód. Na zakończenie swojej młodości, jeszcze zanim na dobre wszedłem w dorosłość postanowiłem zostać… iluzjonistą. Nie zawodowo, ale niewielkie nakłady wiedzy i pieniędzy wystarczyły, żeby potraktować to hobby bardziej poważnie. Patrząc na nasz dorobek u progu dorosłościpech postanowiłem zrobić jej prezent – a co może być lepszego dla fanki sportów i ludzi, jak nie karnet na trening fitness? Prezent wybrany świetnie, ale miał swoje konsekwencje, chociaż tak negatywne, jak i pozytywne: z jednej strony szybko miała jakiś wypadek, na szczęście ubezpieczenie na życie o którym wspominałem pokryło wszystkie koszty. Od razu kupiła drugie ubezpieczenie 🙂 Na miejscu spotkała obrotną koleżankę z pracy, z którą szybko się zaprzyjaźniła, a która była jej w stanie załatwić sporo rzeczy – to była ta jasna strona treningów.

dzień xNie chciałem jej zawracać głowy, w końcu miała męża, ale muszę przyznać, że kiedy po tych kilku latach ponownie ją zobaczyłem, to przez jakiś czas nie mogłem już myśleć o nikim i niczym innym. Pech niestety chciał, że sytuacja ze znajomymi ze studiów nieco się skomplikowała i już więcej się nie spotykaliśmy – a wraz z tą znajomością zerwana została nić łącząca mnie z nią. Nie miałem wtedy w zasadzie nic oprócz pieniędzy i jakiś tam znajomości, co szczęścia mi nie dawało. Kupiłem zestaw kina domowego, zamknąłem się w domu i oglądałem filmy. Ona natomiast do treningów dorzuciła zdrowe odżywianie, podczas gdy ja na kanapie obżerałem się popcornem…

Siedzenie w domu jednak mi się opłaciło: kiedy nie było już nic do oglądania swoją uwagę skierowałem w stronę komputera, zostałem autorem Wikipedii oraz znalazłem niesamowitą ofertę, dzięki której udało mi się nabyć w naprawdę okazyjnej cenie dom na wsi! (chociaż potrzeba było do tego sztuczki z mojego repertuaru iluzjonisty). Kiedy ja sprawiałem, że jedne rzeczy się pojawiają, a inne znikają, ona po serii kursów została mistrzem mnemotechniki. Jednak jak to z nią, nic dobrego nie mogło się stać, jeśli najpierw nie stało się nic złego. Kolejny wypadek był potwierdzeniem na to, że pech prześladuje ją i nie zamierza o niej zapomnieć. Kolejne ubezpieczenie wykorzystane.

Na szczęście pech był motywem przewodnim, ale nie jedynym jej życia. Korzystając z oszczędności i znajomości kupiła mieszkanie od znajomego. Ja natomiast straciłem pracę u ojca – jak widać nawet jego cierpliwość miała swoje granice i moje siedzenie w domu ją ostatecznie przekroczyło – ale ponownie potrafiłem teoretycznie pechowe wydarzenie przekształcić na coś pozytywnego: założyłem własną firmę! Kosztowało mnie to trochę zdrowia, wymagało wiedzy i poświęcenia pewnej kwoty pieniędzy, ale teraz byłem przynajmniej bardziej szczęśliwy – w końcu pracowałem na swój rachunek.

wszystkie zakupyJak to w moim przypadku bywało, moje szczęście objawiało się w kolejnych kolekcjonowanych rzeczach, ale firma prosperowała tak dobrze, że mogłem zaszaleć! Kupiłem działkę budowlaną i jacht żaglowy – czułem się spełniony. Kiedy ja rozkręcałem swoją firmę i traciłem głowę z powodu nagłego dopływu gotówki, ona zaczęła pracować jako freelancer, po czym od razu przeszła na wcześniejszą emeryturę.

Kolejne wydarzenia potwierdziły, że nasze życia nigdy do siebie nie pasowały: postanowiłem o siebie bardziej dbać i wybrałem rower zamiast samochodu. Rychło w czas, jako że pewnego dnia dostałem telefon od dziewczyny, z którą się spotykałem przez jakiś czas: miałem bliźniaki… Firma prosperowała, więc utrzymanie ich nie było problemem, a szczęście, jakie pojawiło się nagle w moim życiu ciężko było przełożyć na pieniądze. W tym czasie ona przeżywała najgorszy okres w życiu: najpierw straciła męża, który też był mistrzem mnemotechniki, następnie najpierw posypały się jej relacje ze znajomymi, a potem sytuacja finansowa i w tym samym momencie straciła również mieszkanie

podwójny pech

Co jednak zawsze w niej podziwiałem, to upór i nie uleganie przeciwnościom losu. Co cię nie zabije, to wzmocni, nie? Nigdy nie zaprzestała swojej akademickiej kariery, w której pomagał jej kurs e-learningu i w końcu udało jej się zostać profesorem – i to w tak ciężkim dla niej okresie życia. Ponadto w wyniku trzech niespodziewanych wydarzeń założyła fundację, która miała pomagać kobietom bez pracy, bez mieszkań. Ja w tym czasie zostałem prezesem firmy – moje życie było ustawione, a w wolnych chwilach dbałem o morale mojej ekipy i grałem w piłkę z kolegami z pracy.

karieraWielu z nich miało moje pełne zaufanie, dlatego coraz więcej obowiązków mogłem przekazywać w ich ręce, a sam coraz bardziej zacząłem korzystać z życia – i pieniędzy, których mi nie brakowało. Szczęście się do mnie uśmiechnęło i udało mi się kupić wyjątkową kolekcję obrazów, a w wolnych chwilach, których miałem coraz więcej zacząłem pisać bloga, wikipedię zostawiając innym. Ona w tym czasie dorobiła się wnucząt, a prześladujący ją pech tym razem na coś się przydał: dostała rentę 🙂

Fundacja, emerytura, wnuczki… Pełnia szczęścia i spełnienia, z której skorzystała i założyła w centrum klub planszówkowy – hobby, które od zawsze było naszym wspólnym. W nowym miejscu grała i rozmawiała z nowo poznanymi osobami, była w swoim żywiole. Ja natomiast coraz bardziej dbałem o zdrowie, nigdy bym w to nie uwierzył, ale zacząłem nawet uprawiać nordic walking! Dołączyłem również do klubu dyskusyjnego (sport, zdrowie – ideały tak mi niegdyś odległe przyjąłem teraz jako swoje, przez co coraz częściej moje myśli kierowały się w stronę jej), w którym na jednym ze spotkań usłyszałem, że w centrum powstał bardzo fajny klub planszówkowy. Następnego dnia zabrałem kilka gier ze swojej kolekcji i pojechałem zobaczyć, co to za miejsce…

klub planszówkowy

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s